
czyli gdzie kto panuje
Posiadłości tego Rodu są największe w całym Cesarstwie. Pomimo tego, że Wasylewiczowie szczycą się, iż są przedmurzem cywilizacji i obrońcami Cesarstwa, to ich wkład w obronę granic sprowadza się do dostarczania zaopatrzenia posterunkom armii cesarskiej strzegącym ich terenów. A jest ich tutaj bardzo wiele, gdyż ziemie Wasylewiczów z trzech stron otoczone są przez wrogów. Najspokojniej jest na południu, gdzie liczna sieć posterunków Drugiego Legionu pilnuje, żeby istoty zamieszkujące Czarne Bagna nie przedostawały się w głąb kraju. Granicę północną tworzy wybrzeże Oceanu Północnego. W Siewierodwinsku, nad Zatoką Batajską stacjonuje spora flota, która prowadzi nieustającą wojnę z Kudlehańskimi okrętami. Terenem starć jest cała zatoka, jak również położone na niej wyspy, gdzie obydwie strony nawzajem niszczą sobie zakładane tam posterunki. W mieście tym, poza stocznią i bazą okrętów wojennych, niewiele się znajduje, handel morski prawie nie istnieje, gdyż zagrożenie jest zbyt wielkie. Kudlehowie często organizują również wyprawy łupieżcze na miasteczka i wsie położone wzdłuż wybrzeża, dlatego też nadmorskie osady są z reguły w pewnym stopniu ufortyfikowane. Najlepiej strzeżona, ale też najbardziej zagrożona jest granica wschodnia, biegnąca przez Góry Wschodnie. Za nimi znajdują się stepy należące do Chanatu Kuldehskiego. Wszystkie przejścia prze góry są bardzo dobrze pilnowane, góry są wprost usiane zamkami, strażnicami i punktami sygnałowymi. Głównego przejścia, Wschodnich Wrót strzeże potężna forteca. Niemal każdego roku na wiosnę przełęcz tą próbują sforsować wojska Kudlehskie, podejmując mniej lub bardziej skuteczne próby przebicia się na niziny.
Kraina Wasylewiczów to w głównej mierze otwarte, płaskie niziny, porośnięte trawą i poprzecinane licznymi rzekami i strumieniami. Ziemia jest tu bardzo urodzajna, tereny te uważa się za spichlerz Cesarstwa. Jest to przede wszystkim zasługa niziołków, gdyż większa część tego niskiego ludku mieszka właśnie tutaj, produkując ogromnie ilości żywności i napełniając złotem skrzynie szlachty, od której dzierżawią ziemię. Poza rolnictwem na terenach tych hoduje się ogromne ilości zwierząt, w tym najwspanialsze w kraju konie. Miast jest tu raczej niewiele, większość ludzi mieszka na wsiach, żyjąc z rolnictwa lub hodowli. Tereny północne, gdzie klimat jest surowszy, i gdzie zagrożenie najazdem z Kudleh jest bardziej realne, są stosunkowo słabo zaludnione, natomiast im dalej na południe, tym więcej jest wsi i folwarków. Tam też swoje chatki budują niziołki. Największym miastem w regionie jest położony nad Jeziorem Iwana Biełogrod. Pomimo jego rozmiarów dominuje tutaj zabudowa drewniana i raczej parterowa, przez co całe miasto wygląda jak wielka wieś, przynajmniej w oczach przybysza z innych rejonów Cesarstwa.
Ziemie rodu Fuliocci leżą pomiędzy terenami Wasylewiczów na wschodzie a Górami Krasnoludzkimi na zachodzie. Klimat jest tutaj bardzo ciepły i raczej suchy, zwłaszcza na południu, gdzie takie zjawiska jak śnieg czy mróz są właściwie nieznane. Większość wsi i miasteczek znajduje się w dolinie rzeki Basento. Jest to najgęściej zaludniony obszar w całym Cesarstwie. Podstawowym źródłem dochodu jest handel, jako że Basento jest szlakiem, którym transportuje się zboże z pól leżących na ziemiach Wasylewiczów. Rzeka jest w pełni spławna, toczy swoje wody powoli, rozlewając się szeroko. W najszerszym miejscu ma ponad milę szerokości. W delcie rzeki leży największe miasto regionu: Corato, stolica rodu Fuliocci. To bardzo piękne i bogate miejsce, pełne pałaców i kamienic należących do bogatych kupców. Miasto poprzecinane jest kanałami, a podstawowym środkiem transportu jest gondola. Z racji bezpośredniego sąsiedztwa Czarnych Bagien pływanie po delcie Basento, z wyjątkiem kilku pilnowanych szlaków wodnych jest dość niebezpieczne, w wodzie czyhają na nieostrożnych podróżnych rozmaite niebezpieczne istoty.
Ziemie na zachód od doliny Basento są o wiele mniej gościnne. Teren wznosi się tam wysoko, jest poprzecinany licznymi wąwozami, dolinami, pokryty lasem i łąkami. Wioski rozrzucone są dość rzadko. Ludzie zajmują się hodowla kóz i owiec. Za to klimat jest wprost idealny do uprawy winorośli, a rejon ten słynie z produkcji wyśmienitych win. Na północnym wschodzie, nad jeziorem Brocciano leży Novara. Miasto to jest zdominowane przez liczną populację gnomów, swoje siedziby mają tutaj prowadzone przez nie banki. Gnomy pośredniczą w handlu z górskimi krasnoludami, które niechętnie robią interesy z ludźmi, woląc sprzedawać swoje towary gnomim kupcom. Szlak prowadzący z Novary do doliny Basento jest jedyną bezpieczną drogą w tym rejonie. Patrolują go liczne i dobrze uzbrojone grupy strażników. Tereny leżące dalej od szlaku są pozostawione samym sobie i służą za siedziby rozmaitym banitom i rozbójnikom, ściągającym haracze z okolicznych wiosek i napadajacym na ludzi podróżujących przez ten rejon.
Ziemie Velasquezów są ściśnięte między wielkim oceanem a Górami Krasnoludzkimi. Życie mieszkańców koncentruje się wokół morza. Podstawą diety są tutaj ryby i owoce morza, łowienie ryb jest podstawowym zajęciem większości ludzi zamieszkujących nadmorskie osady. Linia brzegowa jest bardzo dobrze rozwinięta, liczne wyspy, zatoki i półwyspy tworzą mnóstwo doskonałych miejsc na porty i przystanie. W osadach położonych dalej od morza, na zoczach gór, hoduje się zwierzęta i uprawia winorośl. Tutejsze wina są znakomite, chociaż jakością nie dorównują tym produkowanym po drugiej stronie gór. Dobrze rozwinięta jest żegluga przybrzeżna, chociaż większość statków pływa na wschód, do Corato, unikając północnych wód, zdominowanych przez McCormicków. Żegluga jest raczej bezpieczna, chociaż zdarzają się napady na statki, czasem również jakiś arabski pirat zapuści się na te wody.
Stolicą Velasquezów jest Vivero. Jest to największy port w Cesarstwie, zawijają do niego statki z całego świata. W ogromnej dzielnicy portowej można spotkać ludzi z najodleglejszych miejsc, w tym nawet skośnookich mieszkańców wschodu. Portowy charakter miasta jest doskonale widoczny w ilości tawern, szynków, domów uciech i innych atrakcji, z których namiętnie korzystają marynarze. Vivero jest niewyobrażalnie bogatym miastem, tutaj właśnie zawijają galeony Velasquezów, wiozące złoto, srebro, korzenie, jedwab i inne bogactwa z kolonii. Miasto jest portem macierzystym Floty Cesarskiej. Na terenach Velasquezów, a zwłaszcza w samym Vivero mieszka wielu krasnoludów. Są oni cenionymi rzemieślnikami, wielu z nich pracuje również jako marynarze, nie tylko na okrętach cesarskich. W Vivero mieszka także sporo gnomów, których przyciągają wielkie bogactwa tego miasta.
Położone na północnym wschodzie Cesarstwa ziemie McCormicków charakteryzują się o wiele surowszym klimatem niż ziemie Velasquezów. Północne niebo jest z reguły zasnute chmurami, morze jest sine i zimne. Często padaja tu deszcze, dni są mgliste i chłodne. Południowe ziemie McCormicków są gęsto zalesione. Ludzie muszą wydzierać puszczy każdy kawałek terenu, aby móc budować swoje domy i uprawiać rośliny. Pomimo że pełen dzikich zwierząt i niebezpiecznych duchów, to właśnie las jest największym bogactwem tych ziem. Dostarcza ludziom mięsa, skór, miodu. Potężne drzewa ścina się i spławia rzeką Nith do wielkich tartaków i stoczni Westport. Miasto to jest drugim co do wielkości portem w Cesarstwie. Zawija tu jednak niewiele statków z dalekich krajów, większość obcokrajowców woli załatwiać swoje sprawy w cieplejszym i bardziej gościnnym Vivero. Statki, które tutaj cumują należą głównie do miejscowych kupców, lub do rodziny McCormick. Większość z nich pływa do kolonii daleko na zachodzie, skąd przywożą bawełnę i tytoń, na handel którymi McCormickowie mają w zasadzie monopol. McCormickowie rywalizują z Velasquezami o dominację na morzu, między tymi rodami trwa nieustanna wojna handlowa, która nie przerodziła się jeszcze w otwarty konflikt zbrojny jedynie dzięki ciągłemu nadzorowi Cesarza. Tym niemniej napady na statki konkurencji są czymś powszechnym. Oczywiście winą obarcza się piratów.
Północna część ziem McCormicków jest jeszcze mniej gościnna niż południowa. Teren jest pagórkowaty, niekiedy górzysty. Niewiele tutaj rośnie poza gęstą zieloną trawą. Ludzi jest mało, zajmują się głównie hodowlą zwierząt. Są raczej dzicy i nieprzyjaźni, żyją w społeczeństwie klanowym. Charakterystyczną cechą tych terenów są liczne starodawne zamki, których większość obróciła się już w nawiedzane przez duchy ruiny, a tylko część służy za siedziby szlachetnie urodzonym, którzy władają tymi terenami. Najdalej na północy, na wyspie Yell znajduje się stara siedziba McCormicków, zamek Berwick. Ta wzniesiona setki lat temu posępna forteca służy za miejsce zgromadzeń całego rodu (a w zasadzie - klanu) McCormick. Pomimo tego, że to Westport jest największym i z pewnością najważniejszym miastem na ich terenie, McCormickowie z jakichś przyczyn nie zdecydowali się na przeniesienie tam swojej stolicy.
Wschodnią granicą swych ziem McCormickowie stykają się z terenami zajmowanymi przez elfy. Granicy tej strzegą liczne zamki, stacjonuje tam też jeden z legionów, którego żołnierze pilnują, aby plugastwo gnieżdżące się po elfiej stronie lasu nie przedostawało się poza strefę przygraniczną.
Ziemie Strutmaiserów znajdują się w samym centrum Cesarstwa. Pod względem powierzchni ustępują jedynie Wasylewiczom, przewyższają ich jednak pod względem liczbymieszkańców. Teren jest tutaj raczej równinny, klimat umiar-kowany. Strutmaiserowie słyną ze swego uporządkowania i doskonałej organizacji, co znajduje odzwierciedlenie w wyglądzie podległych im ziem. Większość ludzi, nawet zwykłych chłopów żyje dostatnio. Wsie są duże, prawie zawsze znajduje się w nich młyn, gospoda, kowal i inne ważne instytucje. Liczne są miasta, z reguły z piętrową zabudową, brukowanymi ulicami, otoczone murami. Podstawowa techniką wznoszenia budynków jest tzw. pruski mur. W miastach kwitnie rzemiosło i handel, powstają pierwsze manufaktury. Dobrze rozwinięta jest sieć dróg łączących miasta, są one utrzymywane w dobrym stanie i patrolowane przez strażników. Rozboje praktycznie się nie zdarzają, za to niejeden podróżny wolałby zostać napadnięty niż płacić myto, które pobiera się tutaj na każdym moście i w każdym mieście.
Stolicą Strutmeiserów jest Eisenbach. Podobnie jak inne miasta tego rodu jest doskonale zarządzane. Wewnątrz murów utrzymany jest porządek, doskonale działająca sieć rynsztoków odprowadza nieczystości na zewnątrz. Dzielnice (rzemieślicze, handlowe, pałacowa itd.) są od siebie wyraźnie oddzielone. Kamienice są wysokie, w zasadzie nie ma tutaj zabudowy drewnianej. Jak twierdzą Fuliocci, jedyne czego brakuje Eisenbach to styl.
Drugie ważne miasto na ziemiach Strutmaiserów to port Kassel. Jest on raczej niewielki, Strutmaiserowie nigdy nie utrzymywali bowiem dużej floty. Jego ważność polega na tym, że jest to jedyny port, do którego zawijają statki morskich elfów. Na elfie wyroby zawsze jest duży popyt, zwłaszcza na południu, a handel nimi przynosi Strutmaiserom niemałe zyski.
Jedynym naprawdę niebezpiecznym miejscem w prowincji jest pas ziemi wzdłuż granicy z elfim lasem na północy. Trzy legiony bez przerwy strzegą tego miejsca. Co prawda leśne elfy nie opuszczają raczej swego lasu, to jednak rozmaite duchy i inne stwory często zapuszczają się poza jego granicę siejąc strach i zniszczenie w okolicznych wsiach, za co z reguły wini się elfy. Zdaniem wieśniaków mieszkających na granicy wszystkie elfy powinno się powiesić, a ich las spalić do gołej ziemi, rozwiązując problem raz na zawsze.